Anatomia przyspieszania

Anatomia przyspieszania

2009-05-12
(fot. Jupiterimages)
  A A A
 

czytaj również

Kierowcy ścigający się na ćwierć mili nie jeżdżą swoimi samochodami po zwykłych drogach. Mogą rozpędzić zmodyfikowane auta do „setki” w niecałe trzy sekundy. Ale aby 100 kilometrów pokonać, potrzebują 500 litrów paliwa

Ziejące ogniem rury wydechowe i atrapy karoserii zakładane na super szybkie bolidy oraz wnętrza maszyn opróżnione ze wszystkiego, co zbędne, wydają się być raczej elementami scenografii hollywoodzkiej produkcji spod znaku pistoletu i kierownicy niż codziennością polskich mechaników. Jest jednak inaczej. Od czasu, kiedy drag-racing z ulic przeniósł się na wyścigowe tory i został legalnym sportem, nasi rodzimi czarodzieje klucza francuskiego udowodnili, że potrafią „tunigować” samochody nie gorzej niż ich zachodni koledzy.

Nie jest przypadkiem, że wśród szesnastki najszybszych na dystansie 402 metrów kierowców na kontynencie jest aż pięciu Polaków. Jak podkreśla Marcin Blauth, zdobywca tytułu „King of Europe” z 2007 roku: „w tym sporcie sukces jest możliwy jedynie dzięki wysiłkowi i sercu mechaników”. Oraz ich umiejętnościom. Nie są one małe: aby samochód mógł w ogóle brać udział w wyścigach na ćwierć mili, nie tylko jego silnik musi zostać całkowicie przerobiony. Sukces w drag race’ach zależy od przyśpieszenia auta i czasu reakcji kierowcy. Te wartości liczy się na oficjalnych zawodach oddzielnie. Mechanicy niewiele mogą zrobić, by poprawić tę drugą. Nieporównanie więcej pola do popisu mają jeżeli chodzi o jak najszybsze rozwinięcie jak największej prędkości.

Odchudzanie

To, że samochody rajdowe opróżniane są ze wszystkiego, co do jazdy niekonieczne, jest oczywiste. Teamy przygotowujące auta do wyścigów na ćwierć mili idą jednak krok, a czasami nawet kilka kroków dalej. Robią wszystko, aby zmniejszyć ciężar pojazdu. Metalowe tylne drzwi oraz klapę bagażnika zamieniają na elementy wykonane z włókien syntetycznych, zamiast szklanych szyb wstawiają plastikowe. A to dopiero początek.

Wnętrze wyścigówki pozbawione jest niemal wszystkiego, pozostaje jedynie zamontowany na sztywno (szyny umożliwiające przesuwanie też ważą) kubełkowy fotel, malutka kierownica i deska rozdzielcza okrojona do szybkościomierza oraz licznika obrotów. Czasem oryginalna konstrukcja jest na tyle ciężka, że specjaliści od mechanicznego odchudzania postanawiają... zbudować ją od nowa i jedynie przykryć „firmową” karoserią. Przykładem może być, ważąca dziś nieco ponad pół tony, Honda Civic Witolda Karałowa, mistrza Polski z 2006 roku. Tylko projekt linii tego samochodu pozostał japoński. Poczynając od bieżącego roku, będzie już jednak trudniej osiągać tak szokująco niskie wagi, nowe przepisy zobowiązują zespoły do montowania w autach metalowych klatek ochronnych.

1 2 z 2 »

TAGI: moto | lifestyle

oceń
0
0
Podziel się


Opinie (0)

Pozostało znaków: 4000

[Pokaż regulamin]

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!


Katalog zegarków
jegoego.pl

akceptuję regulamin

Copyright © 2012 Wirtualna Polska