Jan Wojciech Piekarski Kronika (nie)dyplomatycznych wydarzeń
2009-01-27
(fot. mat. arch. Jana Wojciecha Piekarskiego)
A
A
A
O Janie Wojciechu Piekarskim Kwaśniewscy mówili: „Kiedy wjeżdża
na dziedziniec samochód protokołu dyplomatycznego, z którego ty
wysiadasz, czujemy się odprężeni, bo wiemy, że wszystko będzie pod
kontrolą”
Wysłuchała Anna Laszuk
Wizyta królowej brytyjskiej.
Pożegnalny lunch
w Krakowie na Uniwersytecie
Jagiellońskim.
Collegium Maius. Piękny refektarz.
To już ostatni punkt programu.
Potem tylko wyjazd na lotnisko
i lot do Pragi na spotkanie z prezydentem
Havlem. Na lunch została przeznaczona
godzina. Widzę, że kelnerzy stoją i nie
ruszają się. Skinieniem głowy przywołuję
głównego kelnera. A on na to: „Nie
mogę sprzątać, bo królowa nie skończyła
posiłku”. „Jak to nie skończyła posiłku?!”
– pytam. „No tak, widzę, że ma sztućce
złożone za dwadzieścia piąta.” Mówię do
szefa protokołu królewskiego: „Słuchaj,
nie polecicie do tej Pragi”. Odpowiedział
mi: „Powiedz kelnerowi, żeby się tym nie
przejmował, niech złoży sztućce i zabierze
jej talerzyk. Nawet nie zauważy”.
Pielgrzymka Jana Pawła II
Deszcz leje jak z cebra. Oczekujemy na
przylot samolotu. Przygotowaliśmy na
powitanie papieża podium, zadaszone
czerwonym baldachimem. Ceremoniał
powitania przewiduje, że jako szef protokołu
dyplomatycznego wchodzę na pokład
samolotu z nuncjuszem papieskim,
żeby powitać Ojca Świętego. Nieodłącznym
elementem wszystkich ceremonii
powitania Jana Pawła II jest ucałowanie
polskiej ziemi. Kiedy był młodszy – klękał,
podczas późniejszych pielgrzymek
para dzieci podchodziła z koszyczkiem,
w którym była ziemia. Już mam iść, staję
obok kardynała Gulbinowicza. Spojrzeliśmy
na siebie: nie mam koszyczka.
Okazało się, że dzieci zostały zatrzymane
przez kordon policji, bo wiadomo – dojazd
na lotnisko jest pod absolutną kontrolą.
W efekcie tego niedociągnięcia Jan
Paweł II nie ucałował polskiej ziemi. Zastanawiałem
się, kto popełnił błąd, bo za
organizację ceremonii papieskich odpowiedzialni
są ludzie zarówno ze strony
kościelnej, jak i świeckiej. Każdy w duchu
brał na siebie odpowiedzialność. Pamiętam
swoje zdenerwowanie. W do
datku baldachim, który miał za zadanie
chronić Ojca Świętego przed deszczem,
wypełniał się wodą i mieliśmy naprawdę
dużo szczęścia, że nie puścił.
Wizyta Hillary Clinton
Jeśli chodzi o sprawy protokolarne, organizowanie
wizyt dla osobistości amerykańskich
jest wyjątkowo trudne. Osobami
ustalającymi wszystkie sprawy protokolarne
podczas wizyty Hillary Clinton
byli nie tylko politycy oraz tzw. ,,ludzie
od protokołu”, ale również twórcy wizerunku
prezydenta, wiceprezydenta oraz
pierwszej damy. Zawsze był ktoś, kto patrzył
na tę wizytę i na zdarzenia, które
miały mieć miejsce, z punktu widzenia
kamery telewizyjnej. Mówili: spotkanie
będzie po południu, więc tu należy ustawić
kamerę, bo z tamtej strony świeci
słońce, to będzie stało tu, a to tam, tu
wyjście, tam dywan. Wszystko było pod
tym kątem dopięte na ostatni guzik. I to
jest zrozumiałe. Trudne do przyjęcia było
natomiast to, że amerykańscy ochroniarze
próbowali narzucać pewne decyzje
w sposób nie podlegający dyskusji. Między
innymi wszystkie pomieszczenia,
w których miał znaleźć się prezydent,
były ściśle przez nich, wspólnie z BORem,
oglądane pod kątem bezpieczeństwa.
Kiedyś jednemu z nich musiałem powiedzieć:
rozumiem wasze odpowiedzialne
zadanie, ale w Polsce macie ściśle współpracować
z polskim Biurem Ochrony
Rządu, bo ono ma również swoje zadania
w zakresie odpowiedzialności za bezpieczeństwo
gości. Nie będziecie gospodarzami
w nie swoich gabinetach! Protokół
to 90% logistyki, 8% ceremonii
i etykiety, a 2% polityki. Czasami tej polityki
jest więcej.